"Hutskie" łowy - Karol Zacharczyk

2017-11-18

- Karol, już biorą! Wczoraj na „naszym” jeziorku byli koledzy ze słupskiego „Mosella Feeder Team” i złowili 11 linów. Będę tam w środę. Zabieram feedery - Jedziesz? Cóż miałem odpowiedzieć na takie dictum Damiana Jóźwiaka? – Oczywiście, że jadę i to natychmiast - odrzekłem. Wsiadłem w najbliższy nocny pociąg TLK do Lęborka i następnego dnia po ósmej rano byłem na łowisku.

W drodze z Lęborka na łowisko mój linowy Cycero Damian opowiada o poprzednim dniu:

- Wieczorem trochę połowiliśmy. W nocy natomiast ryby brały niechętnie. Mieliśmy ledwie kilka brań. Natomiast dzisiejszy świt i poranek były fantastyczne. Nie mogłem oderwać rąk od wędziska. Zanęta ściągnęła pod „grążelową wysepkę” porządne stado linów. Na początku brały bardzo delikatnie i to niezbyt duże okazy. Czym dłużej łowiliśmy tym wchodziły większe ryby, ale mimo wszystko to jeszcze nie jest to. Przypuszczam, że gdyby było cieplej, połowilibyśmy znacznie lepiej i to te najgrubsze ryby. Wyobraź sobie, że tam, gdzie jedziemy, łowiono liny przekraczające znacznie swą masą 3 kilo, w ubiegłym tygodniu padła sztuka o wadze 3,70 kg, a w zeszłym roku widziałem wyciągniętego z kłusowniczych sieci 80-centymertowego lina!

Droga, choć niezbyt długa, mimo ciekawej rozmowy dłużyła mi się niemiłosiernie. Nie mogłem doczekać się chwili gdy stanę nad jeziorkiem. Ach, te jeziorka linowe okolic Łupawy. Przeszło 30 lat temu nad jednym z nich - Karwnem koło Podkomorzyc - przeżyłem swe wspaniałe linowe (a jakże) chwile. Złowiony tam 48 centymetrowy lin przez kilka lat był moją największą rybą. Ale to były zupełnie inne czasy, inny był sprzęt, inne metody. Wędką był kupiony w Słupsku bambus z nawinięta na katuszkę gorzowską trzydziestką jako główną żyłką i wykonany z a jakże gorzowskiej żyłki 0,20 mm przypon. Spławik z gęsiego pióra, ciasto z mąki i piękne zielone liny… Ej wspomnienia, wspomnienia…

W końcu kiedy dotarliśmy do „naszego” jeziorka, zamiast przywitania usłyszałem od zrozpaczonego, wiążącego haczyk Zbyszka: - Przed chwilą miałem bestię, która zrobiła ze mną, co chciała. Gdy zobaczyłem delikatne ugięcie szczytówki, zaciąłem, a bestia obrała kierunek na grążele i… przyponowa 16 pękła jak nitka. Nic nie byłem w stanie zdziałać!
pełne skupienie

No ładnie się zaczyna – pomyślałem i czym prędzej, zapominając o rozpakowaniu plecaka, przystąpiłem do montowania sprzętu zgodnie ze wskazówkami Damiana. Wędzisko „Impact Platinium Feeder” długości 3,60 m o sile wyrzutu do 60 g, najdelikatniejsza szklana szczytówka o krzywej ugięcia 1oz., kołowrotek „Stradic-X”, żyłka główna 0,20 mm „Carbotex”, długi 50 – 60cm przypon z żyłki 0,16 mm. Całość zestawu uzupełniają uwiązany na bocznym troku lekki, ale pojemny koszyczek zanętowy i mocny feederowy haczyk nr12.

Łowimy pod kępką grążeli rosnącą jakieś 40 metrów od brzegu. Dlaczego tak daleko? Otóż dno jeziorka jest prawie w całości porośnięte zwartym kobiercem rogatka i moczarki. Jedynie pod dającymi cień liśćmi grążeli roślinność jest rzadsza. Ponadto „grążelowa wysepka” jest na tyle oddalona od łowiących, że kroki i głośne rozmowy wędkarzy nie przeszkadzają, ostrożnym z natury rybom jakimi są liny. Gdy wbijam podpórki w ziemię, Damian wrzeszczy – mam! I faktycznie po kilkuminutowym holu czterdziestak jest już u naszych stóp.
czterdziestak

Nieduży, więc go wypuszczamy, by… nie zaniżał „średniej zdjęciowej”. Po wypuszczeniu ryby Damian znów starannie napełnia koszyczek zanętą. Wyrzuca zestaw pod samą kępkę grążeli. Kładzie wędkę na podpórkach. Odczekuje chwilę, aż zatonie żyłka, następnie podciągając lekko żyłkę, „ostrzy” zestaw.
do domu

Wydaje mi się, że robię dokładnie tak samo. Koszyczek, zanęta, zakładam robaczki na haczyk. Rzut, koszyk ląduje kilka metrów od kępki, ale cóż tam - myślę sobie - przecież znęcone liny są tu wszędzie. Oczekując na branie, słucham, co Damian mówi o sprzęcie:

- Na takie zarośnięte dno pusty koszyczek powinien ważyć nie więcej niż 5-6 gram. Tak żeby podczas rzutu koszyczek był na tyle ciężki, by można było wyrzucić go na odległość 40-50 metrów. Natomiast po opróżnieniu musi być bardzo lekki aby można było łatwo zaciąć rybę i… aby nie ugrzązł w roślinach! Ale poczekaj, właśnie miałem delikatne skubnięcie!

Patrzę, co robi Mistrz, a on podciąga lekko przynętę, wykonując obrót korbką kołowrotka. Za moment szeroko zacina i z uśmiechem rzecze – jest! Faktycznie Damianowe wędzisko wygina się w pałąk. Ryba wyciąga kilkanaście metrów żyłki, obierając kurs na najbliższe trzcinowiska. Kontra i zielony prosiaczek, posłuszny jak dobrze ułożony piesek, prezentuje swą siłę w bezpiecznej pozbawionej roślinności przybrzeżnej strefie. Teraz kilka zdjęć z holu, podbierak. pięćdziesiątka
Około pięćdziesięciocentymetrowej długości samiczka jest już nasza.
Znów zdjęcia i rybę chowamy do zbiorczej siatki.

W oczekiwaniu na kolejne branie znów zagaduję: - Do tej pory, linowa przynęta kojarzyła mi się raczej z kawałkiem rosówki, kompościakiem, jakimś ciastem, no ewentualnie kukurydzą. Na czym więc polega ta nadzwyczajna skuteczność feedera i białych robaczków na liny?
zanęta

- Białymi robaczkami liny zdecydowanie się mniej bawią. Kilka nadzianych na haczyk larw plujek stanowi stosunkowo niedużą i bardzo skupioną przynętę. Na pewno linowi jest się łatwiej do niej dobrać. Metoda feedrowa, moim zdaniem, w porównaniu z tradycyjnym spławikiem, gdzie brania linów mogą przeciągać się w nieskończoność, dużo szybciej prowokuje liny do brania. Nie wiem, czy przy spławiku płoszy go dyndająca w toni żyłka, czy nienaturalne wyglądająca, często poruszająca się po dnie przynęta? Ale poczekaj … mam!

Cóż, Damian ciągnie już kolejnego lina, a mnie powoli bierze wędkarskie zazdrosne licho. Co do czorta robię nie tak, skoro jemu ryby biorą jak głupie, a ja siedzę jak na tureckim kazaniu? No co? Po zrobieniu fotek kolejnej ponad 45 cm rybie kolegi i po jej wpuszczeniu do siatki stanąłem za nim i zacząłem Go dokładnie obserwować. Otóż po pierwsze - w przeciwieństwie do mnie- zestaw zarzuca stale w to samo miejsce z dokładnością kilkudziesięciu centymetrów. Dlaczego? Ano dlatego, że na szpuli kołowrotka ma… gumkę wyciętą z jednorazowej lekarskiej rękawiczki. Aha! Po zarzuceniu tak jak ja czeka na utopienie żyłki, potem ją wyostrza, napinając szczytówkę w niewielki łuk, ot może o 2 - 3 cm od osi wędziska (żyłka wychodzi ze szczytówki pod kątem około 120°).

Po chwili szczytówka dość energicznie, choć minimalnie przesuwa się w kierunku wody. – Widziałeś było branie! Przy kolejnym kilkumilimetrowym pociągnięciu - natychmiastowe zacięcie. I znów na końcu jego wędki szamocze się kolejny zielony „prosiaczek”.

Cóż, co mistrz to mistrz, pomyślałem i przystąpiłem do działania. Po pierwsze - ze stanowiska wywaliłem kilka źdźbeł trawy przeszkadzającej mi skutecznie w obserwowaniu szczytówki. Po drugie - zarzuciłem (po kilku próbach) przynętę w bezpośrednią okolicę „grążelowej wysepki”. Po trzecie - obniżyłem pierwszą podpórkę tak, by szczytówka feedera była jak najniżej lustra wody. Po czwarte - miast łazić i gadać, usiadłem nad wędką. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Tuż po położeniu zestawu lekkie pociągnięcie szczytówki. Zacinam i… kupa śmiechu, ledwie 10 centymetrowy linek dynda na moim haku.
linek
No, pierwsze koty za płoty, pomyślałem. Zarzuciłem. Wyostrzyłem a…po kilku sekundach pyk, pyk… Zamaszyście zaciąłem i poczułem na wędce to, co wędkarze lubią najbardziej, czyli szamoczącego się w oddali lina. Najpierw szedł jak posłuszne cielę. Gdy zaś na sekundę odpuściłem, zaczął zwiedzać nasz brzeg jeziora. Po chwili 50-centymetrowej długości piękny gruby samiec wylądował w podbieraku.

Bilans dwóch dni: łowiąc we trzech wyciągnęliśmy około 30 linów z czego jedynie dwa były niemiarowe. Kilka holi wygrały liny. By przeżyć spotkania z nimi zużyliśmy około 2,5 kilo zanęty (chcesz wiedzieć jakiej? Czytaj obok.) z dodatkami takimi jak ziarna kukurydzy, białe robaki przynętowe i zanętowe (pinki) oraz kastery. Gdy ryby przestawały brać przynętę „traktowaliśmy różnymi „dipami” (zagęszczonymi substancjami o różnych smakach i zapachach) od owocowego „Tutti frutti” po „Kraba” i pachnący zjełczałym masłem „Scopex”.
dipy

Do zdjęć zatrzymaliśmy 18 ponad 40.-centymetrowych linów, w tym, co najmniej 3 medalowe. 11 trafiło z powrotem do jeziora. Reszta skończyła w… śmietanie. Były wyśmienite.
sesja
Gdzie łowiliśmy? Było to piękne zagubione pośród niskich pagórków jeziorko, podobne do tego ze Stojkowa, które opisywałem niepełna rok temu. Jeziorko, nad które mnie przywieźli posiada 6 ha powierzchni, jego głębokość w żadnym miejscu nie przekracza 2 metrów. Wszędzie mnóstwo grążeli, lilii wodnych, strzałki, pozatapianych pozostałości krzaków a w zatoczkach nawet pni drzew. Brzegi w większości niskie mało dostępne. Woda, choć o ciemnej humusowej barwie jest bardzo przejrzysta. W klasyfikacji rybackiej jest to zbiornik linowo – szczupakowy. Właśnie te ryby tu dominują. Ponad to żyją tu karasie złociste (wyłącznie), nieliczne, ale grube płocie, a z drapieżników przez…okoń. Ciekawostką jest masowe występowanie chronionej słonecznicy, którą zapewne jako przynętę na okonie przywieźli tu wędkarze i… różanki, która jak wyjaśnił mi sprawca tego zarybienia trafiła tu zupełnie celowo wraz ze szczeżują w czasach, gdy nie była jeszcze gatunkiem chronionym jako… najlepszy żywiec na tutejsze drapieżniki. Na szczęście nikt nie wpadł na pomysł, by zapuść tu karpia.
siatka

 

Jak się owa woda nazywa? Nawet przypalany nad ogniem nie powiem. Obiecywałem to kolegom, którzy mnie tam zaprosili - to jedno. Po drugie - nie zamierzam Wam Szanowni Czytelnicy psuć przyjemności z odkrywania nowych ciekawych wód, ale jeśli Państwo pozwolicie to nieznacznie Wam owo zadanie ułatwię: przyjrzyjcie się proszę mapie okolic Słupska i Lęborka (najlepiej satelitarnej lub jakiejkolwiek innej dokładnej, a co najważniejsze nowej). Na Środkowym Pomorzu takich jak to jeziorek jest mnóstwo. Tylko w pobliżu rzeki Łupawy znajdziecie ich, co najmniej kilka, o ile nie kilkanaście. Niemal wszystkie powstały w ten sam sposób: przez zarwanie się niekonserwowanego systemu drenów i wypełnienie niecki doliny wodą. A w każdym z nich jest mnóstwo pięknych linów, które jakimś cudem oparły się ludzkiej presji.

Karol Zacharczyk

Uwaga: Wszystkie ceny zawierają podatek VAT
Mosella-pelzer.eu © 2017
O firmie | Galeria | Forum | Kontakt | Promocje | Regulamin forum
cookies